piątek, 24 listopada 2017

Serial Ozark - Życie to sztuka wyborów

Samospełniające się motto bohaterów serialu „Ozark”-
Niewielka, turystyczna miejscowość, która tętni swoim ukrytym życiem, soczyści bohaterowie i historia trzymająca w napięciu od pierwszego do ostatniego odcinka pierwszego sezonu. Tak właśnie przedstawia się „Ozark” nowa propozycja platformy Netflix dla miłośników połączenia dramatu i thrillera psychologicznego.
Jason Bateman jako reżyser sprawdził się już wcześniej m.in. w „Rodzinie Fangów” czy „Szkole życia”. Tutaj podjął temat, który w serialach telewizyjnych cieszy się ogromną popularnością i trzeba przyznać, że poszło mu to całkiem zgrabnie. Tym razem wciela się również w postać głównego bohatera. Martin Byrde to utalentowany księgowy, który wraz ze swoim wieloletnim wspólnikiem i przyjacielem jednocześnie prowadzi „kreatywną” księgowość dla jednego z bossów kartelu narkotykowego. Oczywiście jak w wielu tego typu historiach łasy na pieniądze wspólnik postanawia nie tylko zerwać ze swoją działalnością, ale również zniknąć z pieniędzmi. Kara za nieposłuszeństwo jest ogromna, a Marty wychodzi z tego cało tylko dzięki swoim umiejętnościom obracania podejrzanymi funduszami. Musi jak najszybciej wyprać ogromną sumę pieniędzy, więc wyjeżdża z rodziną w góry Ozark, próbując robić wszystko, żeby odsunąć od siebie gniew mafii i spróbować przetrwać.
Przyglądamy się więc nagłej przeprowadzce, coraz poważniejszym konfliktom w rodzinie oraz reakcji otoczenia na tajemniczego inwestora, który nie tylko pojawił się znikąd, ale również jego działania wpływają bardzo mocno na plany oraz przedsiębiorczość miejscowych. Oczywiście nie każdemu się to podoba, nie mówiąc już o tym, że zasoby Martiego stają się atrakcyjnym kąskiem dla miłośników niekoniecznie legalnych sposobów wzbogacenia się. Do tego dodajmy jeszcze FBI, problemy natury technicznej oraz coraz większą liczbę osób wtajemniczonych w cały proceder. No i teraz wiadomo dlaczego od „Ozark” trudno się oderwać.
Spotkałam się z kilkoma opiniami na temat tego, że „Ozark” to trochę takie „Fargo” i tutaj się jednak zgodzić nie mogę. O ile historie się tylko nieco podobne, to jednak w tym pierwszym nie znajdziemy tego samego klimatu, dziwnej i gęstej atmosfery okraszonej czarnym humorem. Nie zmienia to jednak faktu, że dość prosta historia nabiera w czasie jej trwania coraz większego tempa, a lina wokół szyi głównego bohatera zaciska się coraz mocniej. Każda sytuacja, która wydaje się być dla niego pomocna za moment zamienia się w kolejny, jeszcze trudniejszy do rozwiązania problem. Nie ma tutaj też tak aż tak mocno zarysowanych postawi jak w „Fargo”, nie mówiąc już o tym, że mamy do czynienia z nieco innym założeniem. Tym razem to wybory bohaterów determinują to, co ich spotyka i to podejście dobitnie podkreślone jest w kilku miejscach fabuły. Co do bohaterów warto wspomnieć, że zwrócił moją uwagę agent FBI - Roy Petty i mam wrażenie, że przede wszystkim przez grę aktorską Jasona Harnera. Zajmujący się przekrętami w liczbach wydaje się być niespełnionym agentem śledczym z krwi i kości. Jego zaangażowanie w odkryciu prawdy, które miesza się z intensywnym życiem osobistym robi wrażenie. Trudno było mi odgadnąć czy jest to dobry człowiek, który stawia swoje cele nad potrzebami i uczuciami innych czy zupełnie pozbawiony empatii i ludzkich uczuć bydlak. Pierwszy sezon się zakończył, a ja nadal tego nie wiem. Jednym słowem: duże brawa dla scenarzystów i samego Harnera za stworzenie tak niejednoznacznej postaci. A jeżeli mowa o postaciach, do których w „Ozark” trudno pałać sympatią to należy również wspomnieć o małżonce Martiego- Wendy. Laura Linney miała już okazję do sprawdzenia się w roli fałszywej małżonki w filmie „Truman Show” i tak trochę przez ten pryzmat się jej przyglądałam. Zdumiewa jednak jej lojalność wobec męża, który popada w kłopoty, które mało która żona umiałaby unieść. Trudno może mówić tutaj o przemianie jej charakteru, ponieważ znacznie więcej w tym chęci przetrwania niż poświęcenia się z miłości. Z każdym kolejnym odcinkiem jednak jej bohaterce coraz bardziej podoba się poszukiwanie nowych rozwiązań dla wspólnego kłopotu. I może właśnie to, intensywne doznania (okraszone ogromnym niebezpieczeństwem) znów ją przybliżają do Martiego.
Dla kogo jest „Ozark” dla miłośników połączenia dramatu z thrillerem, tych, którzy lubią duże emocje, kiedy wodzi się nas za noc i tych, którzy akurat mają przerwę w ulubionych serialach, a szukają czegoś fajnego. Na pewno was nie znudzi, a może akurat – jak mnie- zachęci do cierpliwego oczekiwania na sezon II.

Koniec i początek- biblijne oraz literackie wizje stworzenia i zagłady świata.

Dla każdego z nas początek świata jest momentem naszych urodzin a koniec naszym ostatnim tchnieniem. Pomimo to jednak wciąż ludzkość interesuje historia stworzenia świata i nas samych fascynuje i przeraża wizja zakończenia ludzkiej egzystencji na naszej planecie. Temat ten po dziś dzień podejmują naukowcy, teolodzy no i oczywiście literaci. Na początku przekazywane ustnie, z czasem zapisywane kosmogeniczne opowieści istnieją wszędzie tam, gdzie istnieje człowiek. Motyw stworzenia świata jest tak samo enigmatyczny jak i temat jego zagłady, powstało już tak wiele teorii zarówno początku jak i końca świata, że każdy z nas może wybrać coś dla siebie.

Z pewnością jedną z najważniejszych i najbardziej popularnych jest biblijne uzasadnienie powstania świata. Księga rodzaju przedstawia nam wizję stworzenia świata przez wszechmocnego Boga, który w ciągu sześciu dni stworzył cały świat rozpoczynając od światłości a kończąc na człowieku stworzonym na jego podobiznę. W tej wizji Bóg każdego dnia tworzył część znanego nam świata uzupełniając go o znane nam elementy. Księga rodzaju oraz jej treść bez względu na wyznanie znana jest całemu światu. Nawet naukowcy wierzący tylko w wielki wybuch, który miał dać początek naszemu istnieniu znają doskonale biblijną wizję stworzenia świata. Pomijając brak jakiegokolwiek uzasadnienia- pomijając oczywiście wiarę w chrześcijaństwo- wizja ta jest ogromnym ułatwieniem dla człowieka, który nie musi już zastanawiać się skąd się wziął, ponieważ wiara uzasadnia wszystko. Wierzę w Boga, więc wierzę również w sześciodniowe stworzenie naszego świata. W pierwszy dzień według Księgi Rodzaju Bóg stworzył światło, oddzielając je od ciemności tym samym tworząc noc i dzień. W drugim i trzecim dniu stworzył niebo oraz ziemię, którą wzbogacił roślinami. Czwartego dnia powstał księżyc, gwiazdy i słońce. W dniu piątym pojawiły się ryby oraz ptaki. Dzień szósty należał do wszelkiego rodzaju zwierząt oraz największego boskiego cudu- człowieka. Ta najbardziej na świecie znana, popularna i akceptowana wizja stworzenia świata bardzo mocno odbiła się na postrzeganiu tego zjawiska. Literatura, malarstwo, muzyka oraz późniejsze sztuki audio – wizualne bardzo często czerpały inspirację z Księgi Rodzaju o czym będę mówić w kolejnych częściach swojej prezentacji.
W pewnym rodzaju przeciwieństwie pozostaje antyczny mit o stworzeniu świata. W mitologii mamy do czynienia z politeistycznym podejściem do osoby Boga, ponieważ nie istnieje on jeden, ale jest ich wielu. Na początku był Chaos- tak znane i popularne powiedzenie jest właśnie wprowadzeniem do opowieści o spotkaniu dwóch wielkich bóstw: Uranosa i Gai. Uranos- bóg nieba oraz Gaja czyli ziemia spotkali się a z wiążącego ich uczucia pojawiły się dzieci: ród tytanów, który przerażał Uranosa, kazał więc je zrzucić to Tartaru. Jednak najmłodszy syn, który nie został jeszcze pozbawiony wolności wystąpił przeciw ojcu i wraz z braćmi zgładził ojca. Sam wziął za żonę Reję i obawiając się klątwy ojca , mówiącej o tym, że i on zgładzony zostanie przez swojego syna – zjada każde narodzone dziecko. Reja pewnego razu zamiast dziecka daje mu kamień zawinięty w pieluszkę a dziecko ukrywa w górach i tym sposobem ocala doskonale znanego wszystkim Zeusa. Kiedy dzieją się te wszystkie historie ziemia cały czas się zmienia. Pojawia się roślinność, zwierzęta w końcu człowiek. Wszystko wydaje się tworzyć gdzieś poza świadomością bogów zajętych knuciem, intrygami, walkami o władzę i strachem o własne dzieci. Mitologiczni bogowie, to bogowie, którym dużo bliżej jest do człowieka. Nie tylko posiadają ludzkie cechy, ale równie łatwo ulegają impulsom oraz emocjom. Mitologiczne stworzenie świata stało się właściwie niezauważalnie chyba nawet dla samych ludzi, ponieważ ich bogowie tak bardzo zajęci byli sobą. Po prostu stało się, bez większych założeń i deklaracji. W mitologii to bardziej bogowie podobni są do ludzi, niż ludzie stworzeni na ich podobieństwo.
Jeżeli chodzi o koniec świata, to zarówno w biblii jak i w literaturze mamy do czynienia, ze znaczącymi i spektakularnymi wizjami końca świata. Znana każdemu oraz często interpretowana Apokalipsa Św. Jana w pewien sposób wyznaczyła kanon myślenia o końcu świata. W biblii koniec świata jest przerażający, gwarantujący przetrwanie tylko tym wytrwałym w wierze. Głównym przesłaniem jest powtórne przyjście Jezusa i nastanie szczęśliwych, spokojnych czasów. W wizji tej barankowi zostaje wręczona Księga Przeznaczeń, gdzie łamie on pierwsze cztery pieczęcie. Widzimy w niej walkę dobra ze złem, pod postacią walki dziewicy ze smokiem, widzimy czterech jeźdźców Apokalipsy, bestię o imieniu 666. Cała ta wizja pełna jest symboli i tak naprawdę do dziś można tylko dywagować na temat ich znaczenia. Krwawe żniwo zebrane przez człowieka z sierpem w złotym wieńcu na głowie powinna przypominać wierzącym, że tylko najtrwalsi z nich przetrwają. Sąd ostateczny, który jest bardzo ważnym elementem dla każdego chrześcijanina jest pewnego rodzaju odzwierciedleniem naszego grzesznego życia i przypomina o tym, by żyć według zasad zawartych w Biblii. Cała Apokalipsa mimo tego, jak bardzo przerażającą jest wizją przypomina o tym, że jedna k Ci wierni, którzy całe swoje życie wytrwali w wierze i przestrzeganiu dekalogu zostaną nagrodzeni życiem w Jeruzalem- biblijnym świecie powtórnego przyjścia Jezusa. Wizja ta pełna jest krwawych, gwałtownych, przerażających obrazów, niemożliwych do wyobrażenia sobie przez człowieka XXI wieku. Dlatego też dla niektórych będzie tylko bajką, którą straszy się niegrzecznych, a dla innych wizją przerażającego końca świata, ale również jego odrodzenia, przynoszącego lepsze, choć zupełnie abstrakcyjne w dzisiejszych czasach życie.
Również w epoce Młodej Polski jeden z poetów nawiązał do Apokalipsy Św. Jana ukazując swoją wizję końca świata. Jan Kasprowicz w swoim tomie „Ginącemu Światu” z 1920 roku zamieścił niesamowity hymn „Dies Irae”. Jego tytuł znaczy dokładnie to samo do dzień gniewu, co już w pewien sposób może czytelnikowi przybliżyć atmosferę utworu. Bardzo ważną postacią w utworze jest biblijny Adam, praojciec całej ludzkości. Już na samym początku utworu mówi on:

Trąba dziwny dźwięk rozsieje,
ogień skrzepnie, blask ściemnieje,
w proch powrócą światów dzieje.

Z drzew wieczności spadną liście
na Sędziego straszne przyjście,
by świadectwo dać Psalmiście…”
Dies Irae, Jan Kasprowicz

Słowa te wyraźnie wprawiają czytelnika w mroczny, tajemny obraz stworzony w utworze. „Straszne przyjście”  mówi samo za siebie. Nie będzie to wizja pełna dobra i nadziei. Będzie wprost przeciwnie.  Wszystkie znaki jakie się pojawiają – dziwne nadprzyrodzone zjawiska zapowiadają nadejście strasznego Boga, który przybędzie tylko po to by sądzić ludzi. Wszystko co dzieje się na ziemi, jest przerażające. Robactwo, burze, morza pełne krwi. W całej tej wizji przeważa mrok i przerażenie. Kasprowicz w wizję tę wplata biblijne obrazy dotyczące historii zbawienia; Ewa jako kobieta współżyjąca z szatanem, narodziny Chrystusa, jego głowa w koronie cierniowej. Wizja końca świata u Kasprowicza przede wszystkim mówi o tym, że człowiek nie będzie w niej miał szans. Adam stara się jeszcze prosić o przebaczenie, zwrócić uwagę Boga na to, że takimi słabymi istotami zostaliśmy stworzeni, więc powinien się nad ludzkością zmiłować. Jednak nie zostaje wysłuchany. Zostaje zgładzony, przez Boga, który ukazany jest jako bezwzględny sędzia nie interesujący się niczym oprócz kary, którą przygotował dla stworzonego jednak przez siebie świata. Człowiek w tej sytuacji nie ma szans, nie w starciu z przerażającym, nie znającym przebaczenia Bogiem. Ta wizja mimo tego, że inspirowana i nawiązująca do Apokalipsy Św. Jana niewiele ma z nią wspólnego. Człowiek i cały świat zostaje zniszczonym, obrócony w nicość. Nie ma żadnej sprawiedliwości i żadnego przebaczenia, ponieważ człowiek okazał się tylko słabym, niegodnym boskiej miłości człowiekiem. W Apokalipsie człowiek mógł jeszcze mieć szansę na sprawiedliwe osądzenie swoich doczesnych czynów, Kasprowicz jednak pozbawił go tego pozostawiając tylko ból, ciemność i śmierć w swojej wizji końca świata.
Kolejnym utworem traktującym o końcu świata oraz nawiązującym do Biblii jest wiersz p.t. „Piosenka o końcu świata” polskiego noblisty Czesława Miłosza. Utwór ten jest zupełnie nietypowy, ponieważ Miłosz ukazuje nam wizję zagłady świata, która jest niezauważalna.

W dzień końca świata
Pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji,
Rybak naprawia błyszczącą sieć.
Skaczą w morzu wesołe delfiny,
Młode wróble czepiają się rynny
I wąż ma złotą skórę, jak powinien mieć.
Piosenka o końcu świata, Czesław Miłosz
Nie dzieje się w ten dzień nic niezwykłego, nie ma groźnych znaków, zmienia nie pęka, nie ukazują się bestie, ani jeźdźcy Apokalipsy, dzień trwa niestrudzenie dalej. Cały obraz jest niezwykle plastyczny, pogodny, spokojny. Nikt nie zauważa końca świata. Tylko staruszek, który mógłby być prorokiem, ale nie jest mówi: że innego świata nie będzie. Wizja Miłosza jest bardzo delikatna, cicha, statyczna. Nie ma trąb, nie ma przerażających plag, jest tylko stoicyzm. Koniec świata, którego nie ma? Interpretować można to różnorako, jednak najbardziej sensownym wydaje się być uznanie, że dla każdego koniec świata jest indywidualny. Dlatego też inni mogą go nie spostrzegać. Może dlatego tylko staruszek, zdaje się wiedzieć co się dzieje, ponieważ to jego śmierć się zbliża. Więc on zdaje sobie sprawę z nadchodzącego- nawet dziejącego się już końca. A może świat jest w pewien sposób nieśmiertelny, tak bardzo osadzony w naszych myślach, że nawet kiedy się skończy my tego nie zauważymy? To w pewien sposób mogłoby mówić o naszych czasach: kataklizmy, głód panujący na świecie, okrucieństwa II Wojny Światowej? Czy to nie świadczy o końcu świata? Nie trzeba wcale gromów z nieba i powstania umarłych, żeby świat się kończył.
Miłosz przeciwstawił swój wiersz Apokalipsie, która pełna jest patetycznych opisów zniszczenia, walki dobra ze złem i sądzenia ludzkości. W „Piosence o końcu świata” tego nie, jest tylko spokój, cisza, codzienne obowiązki i codzienna egzystencja całego świata. Czy jednak naprawdę takiego końca świata byśmy chcieli? Końca, którego nikt nie zauważył? Miłosz nie mówi nic o Bogu, tym samym nie mówiąc nam co stanie się z nami dalej po tej dziwnej apokalipsie. Może po prostu skończy się nasz czas i nasze życie, a może po prostu dalej będziemy egzystować, nie zdając sobie sprawy z tego, że naszego końca już nie ma.
Temat ten pasjonuje również literaturę popularną zwłaszcza twórców fantasy czy sience- fiction. Mimo tego jednak niewiele jest obrazów samego tworzenia świata, za to bardzo wiele wizji jego zagłady. Jest jednak książka, która  w pewien sposób łączy zarówno zagładę świata jak i jej stworzenie. Jest to kultowa już powieść słynnego pisarza grozy Stephena Kinga. Stworzył on opowieść o tym, jak ludzkość kończy swoje życie w zasadzie na własne życzenie. I tym razem zagłada dotyczy nie samej ziemi, ale ludzkości. Z jednego z laboratoriów wojskowych wydostaje się śmiertelny wirus związany z badaniami nad bronią biologiczną i zabija niemal wszystkich na ziemi, pozostawiając nie wiadomo dlaczego odporną na chorobę garstkę ludzi. Wizja takiego upadku świata jest równie przerażająca jak Apokalipsa, ponieważ wszystko to po prostu się dzieje. Lekarze są bezsilni, ponieważ sami umierają na grypę, nikt nikomu nie jest w stanie pomóc. Opuszczone miasta, puste drogi, pozostawione byle gdzie samochody i wszechogarniająca cisza. Postapokaliptyczne życie zaczyna się dla wspomnianej przeze mnie garstce ludzi, którzy mają ten sam sen; starej murzynki siedzącej przed domem. Zaczynają więc dążyć do odnalezienia jej, spotykając się po drodze. I wszystko zaczyna się od nowa. Ziemia wydaje się być zupełnie nową planetą, odrodzoną i czystą. Ludzie, którzy się organizują tworzą wszystko od nowa. Trzeba zacząć od włączenia elektrowni i niemal jak w biblijnej wizji tworzą światłość. Prawo, rząd, manufaktury- to wszystko powstaje od samych podstaw. Mamy również do czynienia z niemal biblijną wizją dobra i zła, które walczy o panowanie na światem, nawet wtedy kiedy wydaje się, że ono już zwyciężyło niszcząc niemal całą ludzkość. Ta bardzo rzeczywista wizja ma też swoje metafizyczne aspekty, które pozwoliły ludzkości odrodzić się na nowo, a w zasadzie tworzyć nowy, co najważniejsze lepszy świat.
Jak widać biblijna wizja zarówno stworzenia jak i zagłady świata bardzo mocno zakorzeniła się w późniejszej działalności literatów. Odbiegająca od niej mityczna wizja, również miała swoje odzwierciedlenie w literaturze, ale z pewnością nie tak wyraźne i częste. Wizja stworzenia świata może być dla nas tylko przyjmowaną do wiadomości informacją, którą zaakceptujemy lub nie, ponieważ i tak nie mieliśmy na to wpływu. Jednak wizja zagłady świata, zawsze będzie człowieka fascynować zwłaszcza w obecnych czasach bardzo gorącej dyskusji na ten temat. Czy faktycznie nastanie nowa epoka lodowcowa, a nasz świat poprzez zmianę klimatu zamieni się w planetę bez ludzi? A może tak jak u Stephena Kinga zniszczymy nasz świat stworzoną przez siebie bronią? Albo nie zauważymy końca świata jak sugeruje nam to Miłosz? Niezależnie od tego jak skończy się nasz świat, możemy mieć tylko nadzieję, że dane jest nam zdziałać coś dobrego, żeby w wypadku biblijnej Apokalipsy nie obawiać się, tylko czekać na przynoszące ukojenie Jeruzalem.